Grimmowe podroze po basniowym swiecie w celu poznania siebie i drogi przez las, wspomagane obrazami, ktore czesto mowia wiecej niz slowa, szczegolnie obrazy Arthura Rackhama:D
RSS
wtorek, 15 czerwca 2010
dlaczego?
dlaczego mucha lata?
dlaczego wieje wiatr?
dlaczego jest lato?
dlaczego jest wieczor?
a slonce zachodzi, dlaczego?
a slonce wschodzi, dlaczego?
a dlaczego trzeba jesc?
dlaczego myc zeby?
dlaczego sa bakterie?

i na koniec:
dlaczego jestem?
dlaczego sie urodzilem?

jak widac pytanie "dlaczego?" nie zawsze jest glosem rozpaczy i niezawsze kierowane jest ku Bogu/Losowi/Przeznaczeniu.
w tym wypadku pytajacy gnany jest glodem wiedzy i nieogarnialną ciekawoscią swiata, a odpowiadający - coz - nie wie do konca czemu wieje wiatr, i dlaczego biedronka jest mala.

niedziela, 07 marca 2010
gdzie jest grimma kiedy milczy?
Grimma realizuje swoje fantazje jedzeniowe na farmie.
doszla do wniosku ze pora zaczac czesac sie w koczek:

iluzja ze hoduje pomidory, dynie, papryke..
rozkosz dla podniebienia.

to zdjecie z pola.


oficjalna wersja jest taka ze robie to dla syna. dziecko miejskie musi wiedziec jak rosnie dynia, melon, zyto..
wiec zabawa jest czysto edukacyjna
tylko czemu na spacerze mysle czy mi nie zwiedly truskawki??
sobota, 27 lutego 2010
kaloszka, smoki i inne strazaki
na spacer udaje mi sie wyprowadzic dzieci tylko dzieki Kaloszce.

mieszka pod lozkiem i ma wielkie zeby. o nie. nie strasze nia dziecka. raczej dziecko jest zainteresowane jej losami.
kiedy sie zawiesze, koncentrujac na tak blahej czynnosci jak zapinanie butow slysze:
"opowiadaj dalej, "I WTEDY NAGLE ZZA ROGU WYSZEDL" i  tu moj syn zawisa na mnie wzrokiem...
smok, najczesciej smok.
chociaz chyba dobrym pomyslem jest zeby jutro zza rogu wyszedl wrobelek.

eh..
te dzieci. czasem mam poczucie ze moje zycie jest bawieniem sie z W w gre pojedynek. punkty dostaje za:
- zdjecie pizamy i wlozenie ubrania
- ubranie sie na spacer
- zjedzenie obiadu
itd itd itd

wszystko jest dobrze dopoki nie zostaje przekroczona cienka czerwona linia w mojej glowie. potem slysze tylko wycie. jednostajne wycie stereo.

czy moje zycie to zycie matki frustratki?
chyba nie
mimo sinusoidy nastroju moge smialo powiedziec ze "Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat"


czwartek, 14 stycznia 2010
don camillo roztapia lod
ostatnio szukam nieustannie ukojenia skolatanych nerwow.
Peppone ktory wklada swiety obrazek do legitymacji partyjnej bardzo dobrze sobie z moimi nerwami radzi.


jak to napisano na okladce: cieply chrzescijanski humanizm
wtorek, 12 stycznia 2010
filifionkowa zima grimmy
Filifionka prala swoj chodnik bojac sie tej nieznanej czajacej sie gdzies na horyzoncie katastrofy.
kiedy w koncu przyszla okazala sie calkiem uzdrawiajaca.
coz
sa rozne katastrofy. moja jest wciaz nieznana i wole o niej nie myslec.
tak czy inaczej dobrze jest dodawac octu do ostatniego plukania, wtedy chodnik nie traci koloru.

Podobno dzieci to mali mistrzowie Zen. szczerze mowiac nie wiem wiele o Zen. ani o mistrzach Zen.
nieodmienie jednak Jerzydlo w roli Mistrza nauczyciela wystepuje.

nie pozostaje mi nic innego jak tylko sie uczyc
piątek, 27 listopada 2009
197 tygodni
tyle ma Wojtus.
mowiac po ludzku na 3lata.

oczywiscie te 197tygodni obejmuje tez 40tyg spedzonych w brzuchu
środa, 25 listopada 2009
Laura i Virginia
"obie kobiety drazy depresja. jednak Virginia jest swiadoma choroby i walczy z nia, tymczasem Laura biernie sie jej poddaje."
to mial byc cytat z Julienne Moore, ale nie zechcialo mi sie tego przepisywac doslownie.

co to znaczy byc swiadomym swojej slabosci?

wtorek, 24 listopada 2009
nie wierze w wystarczajaco dobra matke
mysle ze czasem jestem dobra, mila, kochaną matką. niestety nie zawsze.
dziś udalo mi się nakarmić starszego Potworzaka obiadem nie wsciekając się. opowiadanie o dzikach groznych, sniegu po pas i ratowaniu dlugouchych zajecy dziala cuda.

dlaczego nie jestem zawsze dobra, mila i cierpliwa?
tluaczenie ze to ludzkie na nic mi sie nie zda.
bo jestem wredna, niemila i wsciekla. a taka byc nie powinnam.
moze mam depresje dwubiegunową. a moze jestem wiedzmą
poniedziałek, 23 listopada 2009
laczenie dwoch swiatow
od czasu do czasu udaje mi sie zahipnotyzowac wlasne dziecko opowiadajac mu niestworzone historie ktore rzekomo mi sie snily.
jest kilka zasad tych historii:
- glowna rola przypadac musi Wojciszkowi
- w tle MUSI pojawic sie jakis pojazd jezdzacy. najlepiej wyscigowka albo pociag
- Wojciszek musi odjechac gdzies daleko daleko
- po drodze moje dziecko spotyka rozne zwierzatka, sprawnie wywija sie z niebezpieczenstw
- im wiecej niespodziewanych zwrotow akcji tym lepiej, oczy Wojciszka staja sie coraz bardziej utkwione w moich, rece lowią rybki ktore razem widzimy w przezroczystej wodzie plynąc łódką.

a w miedzy czasie, sprawnie dziecko sie ubiera/je obiad/kladzie sie spac/wychodzi z wanny.
niestety ta technika musi zostac zastosowana w odpowiednim momenncie (dziec musi byc jeszcze w miare spokojny) i wymaga ode mnie sporego nakladu energii..
a niestety energia to towar deficytowy w mrocznym listopadzie
środa, 18 listopada 2009
Konopnickiej smutne zycie ikony feminizmu
chodzilam do podstawowki imienia Marii Konopnickiej, wiec jej zyciorys powinnam znac na pamiec. pamietam wszystkie akademie kuczci, spiewanie Roty (hymnu szkoly), gazetki z krasnoludkami i sierotką MaRysia.
z zyciorysu zapamietalam domek w Żarnowcu ofiarowany na 25-lecie pracy tworczej. no i wiekopomne dziela "nasza szkapa" i "okrasnoludkach i sierotce Marysi"
dzis czytajac jej zyciorys po ilustam latach uderzylo mnie kilka rzeczy:
- meski pseudomin (czemuz to nie jest ikoną feminizmu polskiego? porzucila meza, sama sie utrzymywala i byla dzielną kobieta, dodatkowo walczyla o prawa kobiet)
- przez 9lat malzenstwa 8 dzieci z czego 2 umarla zaraz po porodzie (wiem ze czasy byly inne, ale mimo wszystko...)
- kiedy bylam dzieckiem jej utwory wydawaly mi sie szare i smutne. teraz mam wrazenie ze ten smutek to tylko prawda o zyciu
- w internecie malo sie mozna dowiedziec... - sa glownie  oprawcowania tematow na ustna mature - straszne - dobrze ze nie ucze polskiego

tak wiec nie wiem czemu polskie feministki i dziennikarki WO nie wezma takiej Konopnickiej i nie napiszą o niej artykulu. moim zdaniem bardzo ciekawa postac.
hmm w sumie wiem czemu.
pominik przed ktorym kladlam kwiaty :D

wtorek, 17 listopada 2009
papka matki Polki
obalamy mit matki Polki. to nieprawda ze matka polka musi sie poswiecac. najwazniejsze zeby sie realizowac i rozwijac. matka Polka to przeszlosc. to glupia umeczona cierpietnica.
My nowoczesne matki wiemy ze macierzynstwo jest do dupy. jest trudne, wkurzajace i zamyka nas w 4 scianach. a w 4 scianach nikt normalny nie wytrzyma.
chyba ze jakas debilna Matka Polka.

to moj wniosek z dalszej czesci lektury wyznan dziennikarek Wysokich Obcasow.
a tymczasem dla mnie macierzynstwo to poswiecenie.
jakis wybor, ktorym zawiesilam swoj rozwoj zawodowy, i czuje ze poswiecam cos dla czegos.
otoz moim zdaniem dziecko pomaga w rozwoju osobistym. pokazuje wszystkie braki, zmusza do pracy nad sobą i do uwaznosci, ciaglego sprawdzania siebie i tego co sie robi. obawiam sie ze swiadome rodzicielstwo jest znacznie bardziej rozwijace niz siedzenie w redakcji i pisanie feministycznych artykulow o sztuce nowoczesnej. i teatrze.

poniedziałek, 16 listopada 2009
macierzyńska papka i kaszka z mleczkiem w sosie nowoczesnym
mdli mnie.
usilowalam przeczytac ksiazkę "jestem mamą" i mam dosc po 50 stronach.
dochodze do wniosku ze mnie nie interesuje czyjes gadanie o macierzynstwie wyglaszane mentorskim tonem, prezentujące jedynie sluszna drogę.
Kobiety - pisarki - dziennikarki i inne piszą jak bylo im trudno, jakie macierzystwo bylo upierdliwe, karmienie piersią trudne i to ma byc takie inspirujace i uwalniające? to samo czytam na forum niemowle/dziecko lub moge uslyszec od dzieciatych kolezanek.
najpierw jest caly wywod o tym ze mlode matki zarzucane sa dobrymi radami z prawa i z lewa, a nastepnie kazdy rozdzial konczy sie radami dla mlodych matek. niekoniecznie madrymi (czyt. zgadzajacymi sie z moim doswiadczeniem)

o tym ze macierzynstwo jest trudne nikt nie musi mnie przekonywac. to ze inne kobiety tez tak czują to wiem bo jestem na forum rowiesniczym Wojciszkowym i dzieki temu wiem jak wazna jest kobieca grupa wsparcia.

z drugiej strony dobrze mi sie czyta o tym ze macierzynstwo jest przygodą, i o tym jakie ma jasne strony.
moda na pokazywanie trudow zycia matki polki jest ze wszechmiar szkodliwa dla mnie.

sobota, 14 listopada 2009
sukienka slubna
obejrzalam ją pierwszy raz od dluzszego czasu. potem pociezylam oczy swoimi zdjeciami ze slubu.
hmm bylam piekną panną mlodą.
z radoscią to przyznaje..

a teraz jako matka dwoch synow hmmm
to juz zupelnie inny rozdzial tej mojej ksiazki
środa, 11 listopada 2009
deszcz jesienny
no i tak
o szyby deszcz dzwoni deszcz dzwoni jesienny

od razu przypomina mi sie lekcja polskiego z liceum i wyklad o tym ze wiersz ma rytm deszczu
chodzenie po kaluzach jest wciagajace.


O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

 

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze

Na próżno czekały na słońca oblicze...

W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,

W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

Odziane w łachmany szat czarnej żałoby

Szukają ustronia na ciche swe groby,

A smutek cień kładzie na licu ich młodem...

Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem

W dal idą na smutek i życie tułacze,

A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...

 

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

 

Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...

Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...

Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...

Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...

Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.

Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,

Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...

Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...

Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...

Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...

 

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

 

Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie

I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...

Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem

I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,

Trawniki zarzucił bryłami kamienia

I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...

Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu

Położył się na tym kamiennym pustkowiu,

By w piersi łkające przytłumić rozpacze,

I smutków potwornych płomienne łzy płacze...

 

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...


poniedziałek, 09 listopada 2009
w poszukiwaniu pozytywnych inspiracji
szukam bohaterow i bohaterek ktorzy dzielnie poradzili sobie z przeciwnosciami losu i zycia, zachowujac przy tym optymizm i radosc.

na razie idzie mi srednio.
moze bohaterowie bohatersko zglosza sie do mnie sami??

poki co, tylko Frida mi zostaje...

niedziela, 08 listopada 2009
kim jest Mis Uszatek??
bo ja nie wiem.
czy jest doroslym miskiem?czy przemadrzalym Lalusiem? czy starym malutkim?
jedno jest pewne - jest zupelnie niestabilny - w jednym odcinku zachowuje sie jak dorosly "wszystko przez te kroliczki"a w drugim sam krzyczy "zajac kleopatra"i ucieka przed pania przedszkolanka.

tak czy inaczej Wojtus zaczal uzywac slow "istotnie" ma sie rozumiec"

mi sie podoba pokoik misia i jego pizamki. od dziecinstwa
wtorek, 03 listopada 2009
przeminelo z dziecmi


ostatni raz bylam w kinie na tym filmie przed urodzeniem W.
tzn spokojnie bylam w kinie. bez myslenia o potomku.

mam nadzieje ze rychlo "volver" zostanie dodany do jakies Vivy czy innego Twojego Stylu. chetnie bym sobie obejrzala go jeszcze raz.


niedziela, 01 listopada 2009
dziady
kolejne dziady minely, a ja znow zapomnialam dac jadla i napoju.
zeszlo mi na zastanawianiu sie co ma wspolnego rotawirus z rotą marii konopnickiej.
bo w temacie rota troche sie zafiksowalam od czasu kiedy mlody wydalil go (tego wirusa) razem  z kupą.

no ale zeby nie bylo tak zupelnie bez dziadow to wklejam Gustawa. przyszlego Konrada. (hmm moglam tak nazwac synow - gustaw i konrad :)


środa, 28 października 2009
poprawiacz humoru
paradoksalny ;)
poniedziałek, 26 października 2009
potencjal
„Ci ludzie dokonali czegoś nadzwyczajnego, zaakceptowali ból, którego doznali, zgodzili się na swój los. To daje niebywałą siłę. Łatwo poznać takich ludzi, bo są charyzmatyczni, skuteczni. Przekroczyli próg cierpienia i w kontakcie z nimi to się czuje od razu” – mówi terapeutka Małgorzata Rajchert-Lewandowska. Sekret sukcesu tych ludzi to konfrontacja z przeżytym bólem. „Pod bólem jest zawsze miłość. Jeśli nie dotykamy bólu, wtedy pozostajemy jak zamrożeni, ponieważ jednocześnie odcinamy się od wszystkich uczuć, także od miłości i wdzięczności” – wyjaśnia terapeutka. Miłość do oprawców i zaakceptowanie przeszłości „odmraża” i pozwala czerpać z potencjału. Na przykład dzieci z rodzin alkoholowych są według terapeutki bardziej samodzielne i odpowiedzialne, a nabyta umiejętność funkcjonowania w warunkach stresu pozwala im działać zadaniowo.


ze zwierciadla
niedziela, 25 października 2009
studium psychologiczne Zygzaka McQuinna
od pewnego czasu moj syn ma nowy ulubiony film.
"szybkosc, jestem szybki, jestem Zygzak, jestem syn burzy"
i tak ogladajac po raz 1000 zaczelam sie zastanawiac co wlasciwie sie dzieje z tym Zygzakiem w ciagu 5 dni jakie spedza w Chlodnicy Gorskiej.
bo tak:
- imponuje mu wojt Hudson, ktory glowna nagrode nazywa kupą złomu
- Zlomek nazywa go przyjacielem (prawdopodobnie Zygzak slyszy to po raz pierwszy w zyciu)
- zakochuje sie w Sally.
tylko ze te wszystkie rzeczy nie mogą sprawic ze z Lalusia staje sie madrym i dobrym "czlowiekiem" ktory jest sklonny zrezygnowac z wymarzonej nagrody w imie uczciwosci i w holdzie zasluzonemu Panu Krolowi.
i tak sobie mysle ze kluczowy jest moment w ktorym Zygzaka Sally zaprasza na przejazdzke. ma pelen bak i moze odjechac do kalifornii. i nagle okazuje sie ze wcale nie chce. Jedzie z Sally.
czyli przewartosciowuje sie cos w jego glowie.

a moze kluczem bylo zaufanie?

wtorek, 08 września 2009
piosenki mojego dziecinstwa
poniedziałek, 07 września 2009
sceny z zycia WiJow
WiJe sa bardzo towarzyskie i pelne energii. oba napedzane glownie mlekiem.
ja zywie sie gdzies przy okazji, ich energia oczywiscie

ponadto w moim spokojnym i bezpiecznym dotad domu zamieszkaly rozne potworne potwory.
miedzy lozkami plynie rwaca rzeka pelna aligatorow.
na suficie siedza pajaki, ktore tylko czyhaja zeby spasc. czasem po podlodze laza kraby.
w dodatku szalejeje tygrys ktory wszystkich zjada ze skusją.
(Konia z rzedem temu kto wie co lub kto to jest skusja - tak czy inaczej kilka razy bylam juz z nią zjedzona)
.
czwartek, 06 sierpnia 2009
grzyb Cesarza Horohito
kiedys slyszalam dyskusje o tym, ze bomba atomowa ktora spadla na Hiroszime i Nagasaki w gruncie rzeczy zrobila wiele dobrego, bo dzieki temu dumna Japonia sie poddala. w przeciwnym razie broniliby sie do ostatniego zolnierza i ostatniej kropli krwi.
niby tak.
tylko ze kiedy gina zolnierze, sytuacja wydaje sie ciut uczciwsza niz wtedy gdy gina cywile.
tak czy inaczej obraz zmiecionej z powietrzni ziemi Hiroszimy jest przerazajacy.



niedziela, 02 sierpnia 2009
o Powstaniu sie wypowiem i ja
internet az huczy od dyskusji na temat Powstania Warszawskiego. modnie jest uwazac ze bylo ono bezsensowne, doprowadzilo do zniszczenia naszej pieknej stolicy i ogromnym niepotrzebnych strat w ludnosci i kwiecie inteligencji.

mam nieodparte wrazenie ze wiekszosc dyskutujacych wie o Powstaniu tyle ile zostalo im przedstawione w opiniotworczych mediach. i ze niewielu z dyskutantow uwazalo na lekcji polskiego.
wiersz Baczynskiego dedykuje wszystkim, ktorym sie wydaje ze to dowodztwo AK podjelo decyzje o Powstaniu. bo ja mam wrazenie ze to byla tylko odpowiedz na okrucienstwo i proba obrony przed szalenstwem wojny.
jesli ktos mialby problem z interpretacja wiersza to w internecie jest mnostwo opracowan..

a poza tym, do diabla, przeciez to nie jest wina Powstancow ze Warszawa zostala zniszczona. tylko Niemcow. i tyle
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31